X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Deszcz obmył trawnik i płoty, które połyskiwały szma-ragdową zielenią.Wszystko, co widziałam, napawało mnie świeżąradością.Grupki dzieci bawiły się w kałużach na ulicy.Na widoknadjeżdżającego jeepa rozbiegły się w obawie, by ich nie ochlapano.Kierując się impulsem, zawołałam do nich:- Jesteśmy tu, cali i zdrowi!Przerwały zabawę i spojrzały w górę.Ich twarzyczki wyrażałykonsternację - nie wiedziały, co o nas sądzić.Ale ja machałam do nichtak długo, aż odmachały.Poczułam zawrót głowy, jakby udzielono mi odroczenia moichnajgorszych obaw.Kiedy Mate potrzebowała kawałka papieru naniepotrzebną już gumę do żucia, wyjęłam wizytówkę Jorgego.Manolo był zły na swoją matkę, że pozwoliła nam na samotną podróż.- Obiecała, że nie spuści was z oka.- Ale, kochanie - powiedziałam, otulając jego dłonie swoimi -pomyśl racjonalnie.Co mogłaby zrobić do�a Fefita, żeby mnieochronić, gdybym już znalazła się w niebezpieczeństwie?Oczami wyobrazni zobaczyłam na chwilę absurdalny obraz star-szej, raczej korpulentnej kobiety uderzającej po głowie agenta WSWswoją nieodłączną czarną torebką.Manolo cały czas ciągnął się za ucho w nerwowym odruchu, którynabył w więzieniu.Poruszyło mnie, kiedy zobaczyłam, jak jawny wpływ wywarły na nim miesiące cierpienia.- Obietnica to obietnica - podsumował, wciąż urażony.O Boże, następnym razem czeka mnie sprzeczka i łkanie do�i Fe-fity przez całą drogę do domu.Twarz Manola zaczęła nabierać kolorów.To było zdecydowanielepsze więzienie - jaśniejsze, czystsze niż La Victoria.Każdego dnianasi przyjaciele, Rudy i Pilar, przysyłali mężczyznom gorący posiłek,po którego zjedzeniu było im wolno spacerować przez pół godzinynaokoło więziennego podwórza.Leandro, inżynier, żartował, że on iManolo mogliby do tej pory rozgnieść ponad tonę trzciny cukrowej,jeśliby połączyć ich uprzężą jak parę wołów.Usiedliśmy w kółku na małym dziedzińcu, gdzie zazwyczajprzyprowadzano nas na wizytę, gdy była dobra pogoda.Nie wiedziećczemu mimo niedawnej burzy i pózno popołudniowej pory na niebieukazało się słońce.Zwieciło na baraki pomalowane na kolor grosz-kowej zieleni, przypominające kształtem ameby, przez co wyglądałyniemal zabawnie; na bajkowe wieże, na których powiewały ustawionew rzędzie flagi; na kraty lśniące tak jasno, jakby ktoś zadał sobie trud,żeby je wypolerować.Jeśli nie pozwoliłeś sobie myśleć, czym tomiejsce było, mogłeś niemal zobaczyć je w obiecującym świetle.Patria niezobowiązująco podjęła temat:- Czy mówiono wam coś o przeniesieniu z powrotem?Leandro i Manolo wymienili zaniepokojone spojrzenia.- Czy Pedrito coś słyszał?- Nie, nie, nic z tych rzeczy - uspokoiła ich Patria.A potem po-patrzyła na mnie, czekając, aż przekażę informację zasłyszaną odmłodego żołnierza w samochodzie: dwóch politycznych ma wrócić doLa Victorii za kilka tygodni.Ale ja nie chciałam ich martwić.Zamiast tego zaczęłam opisywaćwymarzony mały domek, który wcześniej oglądałyśmy.Patria i Matesię przyłączyły.Nie powiedziałyśmy tylko mężczyznom, że w końcugo nie wynajęłyśmy.Nie chciałyśmy tego robić, na wypadek gdybyrzeczywiście mieli zostać przeniesieni z powrotem do La Victorii.Przed moimi oczami pojawiła się wizja dużego białego mercedesa zaparkowanego przy drzwiach rezydencji w La Cumbre.Pochyliłamsię do przodu, chcąc fizycznie zostawić ten obraz z tyłu głowy.W dali dał się słyszeć metaliczny szczęk otwieranych drzwi.Zbliżały się kroki, słychać było wykrzyczane pozdrowienia, trzask, apotem grzmot salw z karabinów.Zmiana straży.Patria otworzyła torebkę i wyjęła chustkę.- Panie, zapadają nocy cienie, wędrowiec żegna więzienie.- Aadny wiersz.- Zaśmiałam się, żeby uczynić tę chwilę wesel-szą.Tak trudno mi było się pożegnać.- Chyba nie wracacie dziś w nocy? - Manolo wyglądał tak, jakbyten pomysł nie mieścił mu się w głowie.- Jest za pózno, żeby wyru-szać.Chcę, żebyście zostały u Rudy'ego i Pilar i wróciły jutro.Dotknęłam jego szorstkiego policzka wierzchem dłoni.Zamknąłoczy, poddając się mojemu dotykowi.- Nie musisz się tak martwić.Patrz, jakie czyste jest niebo.Jutropewnie znowu zerwie się tak samo silna burza.Lepiej, żebyśmypojechali do domu dziś wieczorem.Wszyscy popatrzyliśmy w górę na ciemniejące, złote niebo.Paręniskich chmur przemieszczało się po nim szybko, jakby one teżchciały wrócić do domu przed nastaniem nocy.Nie podałam mu prawdziwego powodu, dla którego nie chciałamzostawać z jego przyjaciółmi.Kiedy jezdziliśmy po okolicy, ogląda-jąc domy, Pilar zwierzyła mi się, że interes Rudy'ego był na skrajuupadku.Nie musiała podawać przyczyny, żebym sama się jej domy-śliła.Dla ich dobra powinniśmy zachować wobec nich większydystans.Manolo chwycił mnie obiema rękami za głowę.Chciałam zatracićsię w jego smutnych, ciemnych oczach.- Proszę, mi amor.Słyszy się za dużo plotek.- Jeśli dałbyś mi peso za każde przeczucie, sen, ostrzeżenie, któreusłyszałyśmy w tym miesiącu, mogłybyśmy.- zaczęłam swojąpolemikę.- Kupić sobie następny zestaw torebek.- Mate podniosła do góryswoją i skinęła na mnie, żebym zrobiła to samo. Wtedy usłyszeliśmy wezwanie.- Czas! - Strażnicy się zbliżyli, a ich beznamiętne, puste twarzenie okazywały nam żadnego zainteresowania.- Czas!Wstaliśmy, wypowiedzieliśmy pośpiesznie słowa pożegnania,wyszeptaliśmy modlitwy i czułości.Pamiętaj.Nie zapominaj.Dioste bendiga, amor.Ostatnie objęcie, zanim zostali odprowadzeni.Szybko umykające światło.Odwróciłam się, żeby zobaczyć ichjeszcze raz, ale zniknęli już w barakach na końcu podwórza.Zatrzymaliśmy się przy niewielkiej restauracji koło stacji paliw nadrodze wylotowej z miasta.Parasole zostały już złożone na noc imożna było usiąść tylko przy małych stolikach.Ponieważ Mate iPatria były spragnione i potrzebowały orzezwienia, ja poszłamzatelefonować.Linia była zajęta.Paradowałam w tę i we w tę przed aparatem telefonicznym, tak jaksię to robi, żeby przypomnieć rozmawiającemu, że inni też chcielibyskorzystać z telefonu.Ale ani mama, ani Ded� nie mogły wiedzieć, żeczekam, aż zwolnią linię.- Ciągle zajęta - oznajmiłam siostrom, wróciwszy do stolika.Mate podniosła nasze nowe torebki z dodatkowego krzesła.- No chodz, usiądz z nami.Ale ja nie mogłam usiąść.Sądzę, że w końcu zaczął mi się udzielaćniepokój, który przemawiał ostatnio przez wszystkich.- Poczekaj jeszcze pięć minut - zasugerowała Patria.Wydawało się to dość rozsądne.Za pięć minut osoba zajmującalinię na pewno się rozłączy.Jeśli nie, będzie to oznaczało, że jedno zdzieci zle odłożyło słuchawkę, a któż może wiedzieć, kiedy Tono czyFela to odkryją.Rufino odchylił się do tyłu w swoim fotelu, ze skrzyżowanymiramionami.Co jakiś czas patrzył w niebo, kontrolując czas [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • szamanka888.keep.pl