[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Urwała.Twarz jej przybrała dziwny, nieruchomy wyraz, jakiego nigdy dotychczas nie widziałem.Potem wykrzywiła się w podkówkę.- Kochanie.- powiedziałem.- Och, Bili, najdroższy, nie jestem stworzona do takiego życia.Gdyby ciebie tu nie było, ja bym.- Cicho, najmilsza moja - powiedziałem łagodnie.- Cicho.- Pogłaskałem ją po głowie.Po króciutkiej chwili odzyskała już równowagę.- Przepraszam cię.Bili.Takie litowanie się nad sobą.ohyda.Nigdy więcej.Na moment przyłożyła do oczu Chusteczkę i pociągnęła noskiem.- Więc będę żoną rolnika.Cóż, bardzo mi jest przyjemnie mieć cię za męża.Bili.mimo że nie jest to takie prawdziwe, autentyczne małżeństwo.Parsknęła nagle śmiechem, którego dość dawno już nie słyszałem.- Co cię tak bawi?- Pomyślałam tylko, jak okropnie się bałam chwili swojego ślubu.- Bardzo chwalebna postawa, która pięknie świadczy o twojej wstydliwości dziewiczej.choć dla mnie jest może pewnym zaskoczeniem - odparłem.- Mój kochany, nie na tym przecież polegała sprawa.Chodziło mi o moich wydawców, o reporterów, o filmowców.Ileż by oni wszyscy mieli uciechy! Zrobiliby nowe wydanie mojej idiotycznej książki, pewno zaczęliby znów wyświetlać film, no, a na dobitkę te zdjęcia we wszystkich pismach! Wątpię, czy byłbyś zachwycony.- Przypomina mi się pewna rzecz, którą wcale nie byłbym zachwycony - powiedziałem.- Pamiętasz, tamtego wieczora przy księżycu postawiłaś mi pewien warunek?Josella spojrzała na mnie z uśmiechem.- Cóż, może niektóre sprawy nie ułożyły się tak znów najgorzej - przyznała.ŚWIAT SIĘ KURCZYOd tego czasu zacząłem prowadzić dziennik.Jest to skrzyżowanie pamiętnika z księgą inwentarzową i zwykłym notesem.Są tu zapiski o miejscowościach, które odwiedziłem podczas swoich wypraw; szczegóły dotyczące rzeczy zdobytych; szacunkowa ocena ilości artykułów będących jeszcze do zdobycia; obserwacje na temat stanu składów i magazynów zawierających te artykuły oraz uwagi podkreślające, co należy wywieźć w pierwszej kolejności, żeby uchronić zdobycz od zepsucia.Żywność, paliwo i nasiona stanowiły ustawiczny, choć bynajmniej nie jedyny cel moich poszukiwań.W dzienniku roi się od pozycji wyszczególniających partie odzieży, narzędzi, bielizny pościelowej, uprzęży, naczyń kuchennych, ładunki kołków, drutu, drutu i jeszcze raz drutu, ponadto zaś książek.Widzę z tych notatek, że nie minął jeszcze tydzień od mojego powrotu z Tynsham, gdy zacząłem wznosić ogrodzenie z drutu, mające bronić dostępu tryfidom.Mieliśmy już bariery chroniące przed nimi ogród i bezpośrednie sąsiedztwo domu.Teraz przystąpiłem do ambitniejszego zadania: chodziło mianowicie o to, by, uwolnić od ich obecności około pięćdziesięciu hektarów ziemi.Musiałem zbudować mocne ogrodzenie z grubego drutu, wyzyskując wszelkie naturalne zapory stworzone przez przyrodę, wewnątrz zaś lżejsze ogrodzenie, żeby uchronić nas samych i żywy inwentarz od przypadkowego wkroczenia w zasięg trujących wici.Ta ciężka i żmudna praca zabrała mi dobrych kilka miesięcy.Równocześnie starałem się nauczyć elementarnych podstaw rolnictwa.Nie jest to nauka, którą łatwo przyswoić sobie z książek.Przede wszystkim nikomu z piszących na ten temat nie przyszło nigdy do głowy, że potencjalny rolnik może zaczynać od zera.Przekonałem się tedy, że wszystkie podręczniki zaczynają się nie od początku, lecz jak gdyby od środka, zakładając znajomość terminologii i posiadanie podstaw, których mi absolutnie brakowało.Moja specjalistyczna wiedza biologiczna była wobec problemów praktycznych prawie bezużyteczna.Większość teoretyków nawoływała do używania materiałów i przedmiotów, których albo nie mogłem zdobyć, albo w ogóle nie rozpoznałbym, gdybym je nawet znalazł.Zorientowałem się szybko, że gdy wykreślę z podręczników i informatorów to, co wkrótce stanie się nieosiągalne, jak na przykład nawozy sztuczne, pasze importowane i wszelkie maszyny rolnicze prócz najprostszych, wypadnie mi dobrze się napocić, rezultaty zaś będą mocno problematyczne.Zaczerpnięta z książek wiedza o hodowli koni, pielęgnacji krów lub o kunszcie rzeźniczym również nie daje bynajmniej podstaw do uprawiania wszystkich tych sztuk w praktyce.Tyle jest wypadków, kiedy nie można przerwać pracy, żeby zajrzeć do odpowiedniego rozdziału podręcznika.Ponadto rzeczywistość ustawicznie stwarza zaskakujące komplikacje, najzupełniej różne od rozbrajającej prostoty drukowanych opisów.Na szczęście miałem dość czasu, aby popełniać błędy i na nich się uczyć.Świadomość, że upłynie jeszcze kilka lat, zanim będziemy zdani tylko na siebie, ratowała nas przed rozpaczą z powodu częstych rozczarowań.Pewnym pokrzepieniem była też myśl, że spożywając istniejące zapasy nie pozwalamy się im zmarnować.Ze względów bezpieczeństwa czekałem cały rok, nim pojechałem znów do Londynu.Ten najbardziej złotodajny teren moich wypraw był zarazem najbardziej przygnębiający.Miasto wciąż wyglądało tak, jakby za dotknięciem różdżki czarodziejskiej mogło w każdej chwili znowu powrócić do życia, chociaż wiele samochodów na ulicy okryło się już rdzą.W rok później zmiana była jeszcze bardziej wyraźna.Wielkie płaty tynku opadające z fasad domów zaczęły tarasować chodniki.Na ulicach poniewierały się oderwane dachówki i kominy.Trawa i chwasty, porastające rynsztoki, broniły dostępu spływającej wodzie deszczowej.Liście zatkały rynny, wskutek czego również trawa, a nawet niewielkie krzewy wyrosły w zamulonych rowkach okalających dachy.Każdy prawie budynek nosił teraz zieloną perukę, pod którą gniły stropy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • szamanka888.keep.pl