[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A Tomekz Robertem przygotowują rajd starych samochodów, więczależy im na informacji i reklamie w mediach. I wszystkie te rozmowy już przeprowadziłaś? Tak.Powinny się dziś ukazać, pod warunkiem, żewujek Rysiek w ostatniej chwili czegoś nie zmienił. Aa.Więc może dziś z większą przyjemnością niżzazwyczaj przejrzę tę gazetę. Kupuje pani  Kuriera ?  Zuza na chwilę zapomniałao kruszonych tostach. No cóż.Jak mówią moi młodzi przyjaciele:  Kurierszału nie robi.Ale wiesz, lubię być dobrzepoinformowana.Nawet  dodała ze złośliwym błyskiem w oku  jeśli te informacje są spóznione i tendencyjne.Przynajmniej wtedy można się zorientować w oficjalnejpolityce władz lokalnych.Nie na wiele się to oczywiściezdaje, ale gdyby przyszło mi kiedyś do głowy urządzićjakąś pikietę, wiec, czy coś podobnego, no to przecieżmuszę wiedzieć, przeciwko jakim bredniom zamierzamprotestować.Ale na razie mniejsza z tym.Więc? Co dalej? Kamera się zepsuła.Na zapleczu.Panna Krystyna szybko zanotowała to w swoim zeszyciei zaczęła stukać końcówką długopisu w kartkę.Widać było,że nad czymś myśli. Kto o tym wiedział? Trudno powiedzieć.Na początku policja nie sądziła, żew ogóle ktoś z gości o tym wie. Rozumiem, że wyprowadziłaś ich z błędu. Zwróciłam tylko uwagę Michałowi.Barman z kelneremrozmawiali o kamerze.Przy kontuarze było wówczas kilkaosób. Pamiętasz kto? To było wtedy, gdy Ola wyszła.Potem na jej stołkusiedział Jarek, chyba.Pamiętam, że z nim rozmawiałamo pracy w Krakowie, Patryk mówił coś o koncercie, Karolopowiadał mi o dzieciach i wycieczce w Bieszczady,Marek o swojej wystawie, a Tomek o winach.Ale tochyba wcześniej.Przykro mi, ale nie jestem w stanieokreślić, w jakiej kolejności to było.Potem rozmawiałamz Julką. Rozmawiałaś z nią przed śmiercią? Jakąś godzinę przed, może mniej.To była jej ostatnia rozmowa z przyjaciółką.Siedziały przy barze, piły, śmiały się.Jakże dalekie były odpoważnych tematów.Zuza, zadowolona z pochwałyprzyjaciółki, coraz lepiej czuła się w nowej fryzurze. Zmiałyśmy się z Natalii  podjęła po chwili cicho,mówiąc jakby sama do siebie. Nic nie zapowiadałowówczas, że.Była taka pełna życia.Zresztą, zawsze takabyła.Radosna i przebojowa.Omawiałyśmy moją nowąpracę.Julka pamiętała historie, które opowiadałam podczaswakacyjnych wprawek w redakcji, jeszcze w liceum.Wątpiła, czy wytrzymam z wujkiem Ryśkiem.Ja zresztą też.Na szczęście po tym pierwszym tygodniu mam mniejszeobawy.Chciała się umówić. W konkretnej sprawie?  zainteresowała się pannaKrystyna. Nie.Tak ogólnie.Bawiło ją niezmiernie, żezamierzam znów pisać dla  Kuriera.%7łartowała, że będętropić szwindle w mieście.A potem gdzieś poszła. Nie wiesz gdzie?Zuza pokręciła głową. Przyszła Klaudia, a Julka nie chciała z nią rozmawiać.Nawet nie wiem dlaczego.Potem już jej nie widziałam.Dopiero krzyk Eweliny.Myślałam z początku, że znów cośwylała.Tak jak wcześniej to wino na Tomka.Ten to dopierobył czerwony.Zwłaszcza gdy Agata próbowała go posypaćsolą, by się plama nie rozeszła.Biedak próbował hamowaćzapędy ratujących go dziewczyn i irytował się, że nie zabrałspodni na przebranie.Marek stał obok i wył ze śmiechu.A potem przytoczył historię z którejś wycieczki, jak toTomek wsadził sobie na głowę talerz z jajecznicą.Większość osób skupiła się wokół tej sceny.A potem Ewelina zaczęła wrzeszczeć. Dlaczego akurat ty poszłaś do łazienki?Zuzanna, zaskoczona pytaniem, zamilkła.Próbowałaprzypomnieć sobie, co za impuls pchnął ją w stronę, skąddochodził krzyk.Zaskoczenie? Ciekawość? Irytacja? Czyzaniepokoiło ją coś, gdy usłyszała ten histeryczny ton? Chyba po prostu byłam najbliżej  stwierdziła powoli. A czy ktoś zwrócił twoją uwagę? Dziwnie sięzachowywał? Powiedział coś niespodziewanego?  drążyłastaruszka. Nie.Może tylko z wyjątkiem Bazyla. Jakuba? Nie wiem, jak to wyjaśnić.To było po prostuwrażenie.Od razu wiedział co robić.W mgnieniu okaocenił i opanował sytuację.Tak, jakby to nie był jegopierwszy trup.Panna Krystyna niczego nie skomentowała, tylkonieznaczny uśmiech rozciągnął jej wąskie wargi.Telefon Michała znów kazał Zuzie wrócić myślami dozdemolowanego mieszkania.Jak donosił kuzyn, technicy nicnie znalezli.A przynajmniej nic szczególnego.Zamekotworzono wytrychem, dość sprawnie, bo nie był zbytnioporysowany.W mieszkaniu, poza kuchnią wymazaną farbą,nie było innych śladów bytności intruza.Michał radził wezwać rzeczoznawcę i ubezpieczyciela, by jak najszybciejpobrać odszkodowanie. Najlepiej zadzwoń do faceta, który ci robił kuchnię.Onci doradzi, co z tym zrobić.Może mają jakiśrozpuszczalnik. Michał.Chyba sam w to nie wierzysz.Przecież tutrzeba praktycznie wszystko wymienić. No cóż.Pewnie tak.W razie czego, gdybyubezpieczyciel chciał, to mam raport.Co zamierzasz dziśrobić?To z pozoru niewinne pytanie wzbudziło czujność Zuzy. A co.? Nic, zupełnie nic. spokój w głosie kuzyna był tylkopozorny. No jak to co?! Kobieto! Twoja przyjaciółka nieżyje.Ktoś cię zaatakował w parku, zdemolował mieszkanie.Wybacz, ale szukanie mordercy to nie zabawa dla miłychkobitek. Pannie Krystynie byś czegoś takiego nie powiedział! Panna Krystyna to inna liga.A ty masz jakiegoś wariatana karku.Więc, tak, chcę dokładnie wiedzieć, co dziśzamierzasz robić, gdzie i z kim będziesz, i oczywiście,gdzie zamierzasz nocować.Może zostaniesz u pannyKrystyny?Choć była to kusząca propozycja, Zuza postanowiła jąodrzucić.Jeśli da się wciągnąć w tę spiralę strachu, topózniej będzie coraz trudniej się z niej wyrwać. Nie.Myślę, że najlepiej będzie, jak wrócę do siebie.Przecież nie włamuje się dwa razy z rzędu do tego samegomieszkania. Można też powiedzieć, że nie atakuje się dwa razy z rzędu tej samej osoby.I co? Wrócę do siebie  powtórzyła.Nie była jednak do końca pewna, czy postępuje słusznie.Może Michał ma rację i niepotrzebnie się naraża?Szła przez grodowski rynek i wciąż na nowo roztrząsałaten problem.Po drodze zajrzała jeszcze do pana Romanai wzięła dużą kawę na wynos.Liczyła, że zastaniewłaściciela, jednak nie miała szczęścia.Sama też nie dokońca wiedziała, czemu chciała spotkać starszego pana.Może zaproponowałaby mu napisanie artykułu o jegoknajpce? Albo po prostu chciała uporządkować myśli.Byłocoś pocieszającego w fakcie, że lata niepostrzeżenie mijają,a pan Roman nic nie zmienia w wystroju swojego lokalu.Może właśnie to poczucie stałości w tym pędzącym niewiadomo dokąd świecie tak silnie oddziaływało na ludzii przyciągało ich tu? I oczywiście była też kwestia kuchni,niezmiennie serwującej te same dania, kuchni, która wrosłajuż w tradycję miasta.Zuza zabierając kawę i wychodząc na ulicę czuła, że czasna podsumowanie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • szamanka888.keep.pl