[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.jego sąsiedzi lubili bawić się w wojnę i często napuszczali na niego zimnokrwiste bestie albo inne potwory.- I myślisz, że teraz też doszło do czegoś takiego? Fellipie, muszę ci więc pogratulować twej przenikliwości.Właśnie to samo i mi przyszło do głowy.- Tatko? - Jeden z chłopców nie wytrzymał i podskoczył do ojca.- Tatko, będzie wojna? Z bitwami i magią i.Fellip złapał chłopca za luźną koszulinę i przyciągnął go do siebie.- Jo.chcę, żebyś uważnie wysłuchał tego, co powie nasz pan, Gwiezdny Wicher.Panie, powiedzcie mu, on nie chce wierzyć, że z wojen nie ma nic dobrego, tylko nowe groby na cmentarzach.- Młody człowieku - zaczął Gwiezdny Wicher, patrząc na chłopca ze szczerym przejęciem.- Nie ma nic pięknego w wojowaniu.Nie ma nic wspaniałego w bitwach.Dla takich jak ty i ja wojna to niebezpieczeństwo, że zginie ktoś, kogo kochamy, i to w okrutnych okolicznościach.Inni wrócą z niej kalecy na całe życie, a głupcy, którzy ją rozpętali, rozsiada się w fotelach w swych zamkach i zaczną obmyślać sposoby na odzyskanie tego, co w niej utracili.Gdyby miało dojść do wojny - a uwierz mi, Fellipie, że uczynię wszystko, aby do niej nie dopuścić - to w najlepszym wypadku, młody człowieku, wszystko, co wyrośnie na tych polach, pójdzie z dymem, a wówczas będzie was czekał głód w zimie.Takie właśnie są skutki wojny.Jedynie walkę w obronie własnej można usprawiedliwić, a w każdej wojnie najwięcej cierpią ludzie niewinni.Chłopiec wciąż zdawał się być nie do końca przekonany.Vanyel chrząknął, a mały zwrócił oczy na jego twarz.- Nieźle to wyglądało, gdy potwór odgryzł głowę temu głupiemu staruszkowi, co, Gwiezdny Wichrze? - powiedział Vanyel zaciągając,, tonem naśladującym sposób mówienia dworskich lekkoduchów ze stolicy.Chłopiec zbladł, potem oblał się rumieńcem, ale nim zdążył wybuchnąć płaczem albo wpaść w złość, Vanyel zajrzał mu w oczy z taką srogością, że mały nie śmiał uniknąć jego wzroku.- Właśnie takie rzeczy zdarzają się podczas wojny, Jo - powiedział szorstko.- W wojnie nie giną postaci z bajek, tylko twoja rodzina, młodzi, starzy - wszyscy.A głupcy, którzy nie biorą w niej udziału, rozgłaszają, jaka to ekscytująca rzecz.Taka jest prawda o wojnie.Teraz Jo był poruszony, a może nawet przekonany.Kątem oka Vanyel dostrzegł potakujące skinienie gospodarza.Ni stąd, ni zowąd Vanyel poczuł w sobie przypływ serdeczności dla tych ludzi.Raptem przestali być pozbawionymi twarzy, nieprzeniknionymi kamiennymi figurami, a stali się ludźmi.Ludźmi, którzy w jakiś sposób są do niego bardziej podobni niż jego krewni.Żyli swoim życiem.swymi miłościami i troskami.Ich poglądy na wojnę z pewnością bardziej zbliżały Vanyela do nich niż do któregokolwiek z członków jego własnej rodziny.Nie różnią się wiele ode mnie - pomyślał.Z wyjątkiem tego.że ja mogę robić coś, czego oni nie potrafią.Mogę.mogę ich ochraniać, gdy oni sami nie są w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa.Oni zaś potrafią robić rzeczy, na których ja się nie znam.Ale ja mógłbym nauczyć się, jak wyhodować marchew, gdyby coś mnie do tego zmusiło.Pewnie nie byłaby to zbyt dobra marchew, ale mógłbym ją wyhodować.Oni jednak nigdy nie będą w stanie powalić zimnokrwistej bestii.Ale co to właściwie znaczy? Jaki to ma wpływ na moje życie? Dlaczego właśnie ja, a nie kto inny, mogę robić te wszystkie rzeczy? A co z ludźmi, którzy zsyłają zimnokrwiste potwory, aby zjadały bezbronnych gospodarzy? Jeśli ja posiadam moc, dzięki której mogę ochronić tych ludzi przed tamtymi złymi ludźmi, to czyż nie oznacza to, że tym właśnie powinienem się zająć?Podniósł wzrok na swoją ciotkę, która obserwowała dzieci krzątające się wokół zajęć domowych, sprzątające albo krojące warzywa na gulasz.Na jej twarzy malowały się jednocześnie troska i niepokój.To właśnie czuje Savil, na pewno.Dlatego jest heroldem.Raptem przypomniały mu się słowa Tylendela
[ Pobierz całość w formacie PDF ]