[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zanim jednak zdążyłemwystąpić, nadszedł telegram, zawiadamiający o zabójstwie Stołypina wKijowie.Bebel zaraz wziął mnie na indagację:Co oznacza zamach? Jaka partja może zań ponieść odpowiedzialność? Czywystąpieniem swojem nie zwrócę na siebie niepożądanej uwagi policjiniemieckiej? Obawiacie się, spytałem starca ostrożnie, przypominającsobie historję z Quelch em w Sztutgardzie, że wystąpienie moje możepociągnąć za sobą pewne komplikacje? Tak odpowiedział Bebel przyznaję, że wolałbym, abyście nie zabierali głosu. W takim razie nie możebyć nawet mowy o mojem wystąpieniu. Bebel odetchnął z ulgą.Po chwilipodbiegł do mnie zaniepokojony Liebknecht. Czy to prawda, żezaproponowano wam, żebyście nie przemawiali? I zgodziliście się? Jakżemogłem się nie zgodzić? odrzekłem, tłumacząc się. Przecież Bebel, a nieja, jest tu gospodarzem. Oburzeniu swemu Liebknecht dał ujście wprzemówieniu, w którem bezlitośnie atakował rząd carski, nie zwracając uwagina znaki ostrzegawcze prezydjum, które nie chciało stwarzać komplikacyj wrodzaju obrazy majestatu.W tych niewielkich epizodach tkwił już w zalążkucały dalszy rozwój partji.Kiedy czeskie organizacje zawodowe przeszły do opozycji przeciwkoniemieckiemu kierownictwu, austro-marksiści wysunęli przeciwko rozłamowi146w związkach zawodowych argumentację, dosyć misternie podszywającą siępod międzynarodowość.Na kongresie międzynarodowym w Kopenhadzesprawę tę referował Plechanow.Jak wszyscy Rosjanie, popierał on całkowicie i bez zastrzeżeń politykęniemiecką przeciwko czeskiej.Kandydaturę Plechanowa postawił stary Adler,który uznał, że lepiej będzie, gdy w tak drażliwej sprawie głównymoskarżycielem przeciwko słowiańskiemu szowinizmowi będzie Rosjanin.Mnieosobiście, rozumie się, nic nie łączyło z pożałowania godnem zasklepieniemnarodowem takich ludzi, jak Nemec, Soukup lub Smeral, który przekonywałmnie nieustannie o słuszności stanowiska Czechów.Ale jednocześnie zbytdobrze znałem życie wewnętrzne austrjackiego ruchu robotniczego, aby całąlub choćby główną część winy zwalać na Czechów.Wiele przemawiało zatem, że w masie swej partja czeska była bardziej radykalna od partji austro-niemieckiej i że słuszne niezadowolenie robotników czeskich zoportunistycznego kierownictwa Wiednia wykorzystywują zręcznie szowiniściczescy w rodzaju Nemeca.Gdy jechałem z Wiednia na kongres kopenhaski, na jednej ze stacyjspotkałem niespodziewanie podczas przesiadania Lenina, który wracał zParyża.Musieliśmy czekać około godziny i wywiązała się między namidłuższa rozmowa, bardzo przyjazna na początku i niezbyt przyjazna na końcu.Dowodziłem, że winę za odłączenie się czeskich związków zawodowychponosi przedewszystkiem kierownictwo wiedeńskie, które ostentacyjnienawołuje robotników wszystkich krajów, a w tej liczbie i Czechów, do walki,kończy zaś zawsze na zakulisowych tranzakcjach z monarchją.Lenin słuchał zogromnem zaciekawieniem.Miał on właściwy sobie sposób uważania, gdybadawczo wyszukiwał w słowach rozmówcy tego, co mu było potrzebne, apatrzał jednocześnie obok niego, gdzieś daleko w przestrzeń.Rozmowa naszajednak przybrała całkiem inny charakter, kiedy opowiedziałem Leninowi omoim ostatnim artykule w Vorw�rts , poświęconym rosyjskiej socjal-demokracji.Artykuł napisany był w związku ze zbliżającym się kongresem ipoddawał surowej krytyce zarówno mieńszewików, jak i bolszewików.Ostrozwłaszcza potraktowałem w artykule tym sprawę tak zwanych ekspropriacyj.Po rozbiciu rewolucji, zbrojne ekspropriacje i napady terorystyczne stają sięnarzędziem dezorganizacji samej partji rewolucyjnej.Zjazd londyński głosamimieńszewików, Polaków i części bolszewików nakazał zaniechaniaekspropiacyj.W odpowiedzi na wołanie z sali: A Lenin? A Lenin? Leninuśmiechał się zagadkowo.Ekspropriacje po zjezdzie londyńskim trwały nadal,szkodząc partji.Na tym punkcie skupiłem swe uderzenie w Vorw�rts.Czyżbyście mieli naprawdę tak napisać? pytał Lenin z wyrzutem, kiedy najego własne żądanie zacytowałem mu z pamięci główne myśli i ustępyartykułu. Czy nie można go wstrzymać telegraficznie? Nie, odpowiedziałem artykuł miał się ukazać dziś zrana i dlaczego właściwiemiałoby się go wstrzymać, wszak jest słuszny.Artykuł w istocie nie był słuszny, liczył bowiem na to, że partja powstaniedrogą połączenia się bolszewików z mieńszewikami, wyłączywszynajskrajniejszych, w rzeczywistości zaś partja utworzyła się drogą bezlitosnejwalki bolszewików z mieńszewikami
[ Pobierz całość w formacie PDF ]