X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Tak mi przykro! Gdybym tylko wiedziała, nigdy bym.- Może powinnam ci wytłumaczyć - ciągnęła Tiffany.- Roland i ja byliśmy.no, przyjaciółmi.Mniej lub bardziej, każde z nas było jedynym przyjacielemtego drugiego.Ale w pewnym sensie był to niedobry rodzaj przyjazni.Niezetknęliśmy się sami; pewne zdarzenia pchnęły nas ku sobie.On był synembarona, a kiedy człowiek pojmuje, że jest synem barona, i wszystkimdzieciakom powiedziano, jak mają się zachowywać wobec syna barona, to niezna zbyt wielu osób, z którymi może rozmawiać.I obok byłam ja: dziewczynadość mądra, żeby zostać czarownicą, a muszę powiedzieć, że nie jest to praca,która pozwala na bogate życie towarzyskie.Jeśli wolisz, dwoje ludziodrzuconych przez innych uznało, że są do siebie podobni.Teraz to wiem.Niestety, Roland zrozumiał pierwszy.I to jest cała prawda.Ja jestemczarownicą, a on jest baronem.A ty będziesz baronessą i nie powinnaś sięmartwić, że czarownica i baron, dla ogólnego dobra, utrzymują dobre stosunki.I to wszystko, co w tym było, tyle że nie było nawet żadnego  tego , najwyżejcień tego.Zobaczyła, że ulga wypływa na twarz Letitii niczym wschodzące słońce.- A że ja wyznałam ci prawdę, moja panno, chciałabym też usłyszeć prawdęod ciebie.Słuchaj, możemy się wynieść z tej sypialni? Boję się, że w każdejchwili może tu wpaść jakiś gwardzista, a potem spróbuje mnie zamknąć gdzieś,skąd się nie wydostanę.k�Tiffany udało się jakoś usadzić Letitię na miotle za sobą.Dziewczyna kręciłasię nerwowo i wstrzymała oddech, kiedy miotła zsunęła się łagodnie zzamkowych murów, przefrunęła nad wioską i wylądowała na polu.- Widziałaś te nietoperze? - westchnęła Letitia.- Często krążą dookoła miotły, jeśli nie leci zbyt szybko - odparła Tiffany.-Właściwie to chyba powinny jej unikać.A teraz, panienko, skoro obiejesteśmy z dala od jakiejkolwiek pomocy, powiedz, co zrobiłaś, żeby ludziezaczęli mnie nienawidzić. W oczach Letitii błysnęła panika.- Nie, nie chcę ci zrobić krzywdy - uspokoiła ją Tiffany.- Gdybym chciała,załatwiłabym to już dawno.Ale chcę jakoś oczyścić swoje życie.Powiedz, jak tozrobiłaś.- Użyłam strusiego uroku - wyjaśniła Letitia.- Nazywają to nieprzychylnąmagią.Robisz model danej osoby, a potem wtykasz go głową w dół do kubła zpiaskiem.Naprawdę bardzo, bardzo mi przykro.- Tak, już mówiłaś - przerwała jej Tiffany.- Nigdy nie słyszałam o tejsztuczce.Nie rozumiem, jak mogłaby podziałać.To przecież nie ma sensu.Ale na mnie podziałało, pomyślała.Ta dziewczyna nie jest czarownicą, a to,czego próbowała, nie jest prawdziwym zaklęciem, lecz na mnie podziałało.- Nie musi mieć sensu, jeśli to magia - stwierdziła Letitia.- Gdzieś musi pojawić się sens.- Tiffany patrzyła na gwiazdy, które zaczęłyrozbłyskiwać na niebie.- No.Jeśli ci to w czymś pomoże, znalazłam je w  Zaklęciach dlazakochanych Anatemy Bugloss.- To taka z portretem autorki na miotle, tak? - upewniła się Tiffany.- I siedzityłem do przodu, muszę dodać.I nie ma żadnego pasa bezpieczeństwa.A żadnaczarownica, jaką w życiu poznałam, nie nosi gogli.Co do zabierania na miotłękota, lepiej o tym nie myśleć.Samo nazwisko jest wymyślone.Widziałam tęksiążkę w katalogu Boffo i nadaje się na śmietnik.Dobra dla ckliwychpanienek, którym się wydaje, że do uprawiania magii wystarczy kupić bardzodrogi kijek z przyklejonym na końcu kamieniem półszlachetnym, bez urazy.Równie dobrze można wyłamać jakiś patyk z żywopłotu i nazwać go różdżką.Letitia bez słowa przeszła do żywopłotu oddzielającego pole od drogi.Jeślidobrze poszukać, zawsze można pod nim znalezć jakiś poręczny patyk.Machnęła nim, a patyk zostawił za sobą w powietrzu niebieską linię.- Na przykład taki? - spytała.Przez dłuższy czas panowała cisza mącona tylko pohukiwaniem sowy i - dlatych z naprawdę dobrym słuchem - szelestem skrzydeł nietoperzy.- Chyba pora, żebyśmy sobie poważnie pogadały, nie sądzisz? - odezwała sięw końcu Tiffany. Rozdział 11STOS NA CZAROWNICE- Mówiłam ci, że zawsze chciałam być czarownicą - powiedziała Letitia.- Niewiesz, jak trudno się żyje, gdy twoja rodzina mieszka w wielkiej rezydencji ijest tak stara, że nawet herb ma parę własnych nóg.Wszystko to wchodzi wdrogę i uwierz, naprawdę czasem wolałabym urodzić się z twoimiograniczeniami.O katalogu Boffo dowiedziałam się dopiero wtedy, gdypewnego dnia weszłam do kuchni i usłyszałam, jak chichoczą nad nim dwiesłużące.Uciekły, wciąż roześmiane, muszę dodać, ale zostawiły katalog.Niemogę zamówić tylu rzeczy, ile bym chciała, bo pokojówka mnie szpieguje idonosi matce.Ale kucharka jest dość porządna, więc daję jej pieniądze inumery z katalogu, a moje zamówienie zostaje dostarczone jej siostrze wSzynce Zbożowej.Jednak nie mogę zamówić nic dużego, bo pokojówki wciążwszystko odkurzają i czyszczą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • szamanka888.keep.pl